Dziś rynek all-in-one kwitnie, a konkurencja w okolicach 10–15 tys. zł robi się naprawdę ostra. Przetestowałem trzy modele, które szczególnie przyciągają uwagę: Arcam SA35, Denon PMA-900HNE i Marantz MODEL 40n. Każdy z nich celuje w innego odbiorcę, ale każdy ma też coś, co może przekonać nawet audiofila z wymagającym uchem.
Arcam SA35 – szlachetna ewolucja (ale czy w dobrą stronę?)
Zaczynam od najdroższego z trójki – Arcam SA35. Cena blisko 16 tys. zł (czyli lekko nad budżet, ale bywa przeceniany) i obudowa, która wreszcie wygląda jak premium. Po SA30 oczekiwałem nowej jakości i… dostałem ją, ale niekoniecznie tam, gdzie chciałem.
Zalety? Na pewno wyświetlacz – wreszcie coś czytelnego i nowoczesnego. Pilot? Elegancki, metalowy, z przyjemnym kliknięciem. Funkcje sieciowe działają sprawnie, a Dirac Live wciąż robi robotę tam, gdzie akustyka nie rozpieszcza.
Ale jeśli chodzi o dźwięk… tu zrobiło się ciekawie. SA35 gra spokojniej niż SA30. Mniej wybuchowej dynamiki, więcej kultury. Dla kogoś, kto słucha dużo jazzu, klasyki – super. Ale jeśli liczysz na efekt „wow” przy pierwszym włączeniu – możesz się zdziwić. Sam złapałem się na tym, że do rocka i elektroniki częściej wracałem do starszego modelu.
Plusy: nowoczesna obudowa, świetna korekcja Dirac, wszechstronność. Minusy: mniej emocji niż w SA30, wysoka cena.
Denon PMA-900HNE – budżetowy killer z zaskoczeniem
Ten wzmacniacz to czarny koń rankingu. Cena – 3200 zł. Brzmi jak entry-level? Może. Ale to sprzęt, który naprawdę zaskakuje, zwłaszcza jeśli przypomnisz sobie, że kosztuje cztery razy mniej niż SA35.
Zacznijmy od funkcjonalności: masz HEOS, Wi-Fi, Spotify Connect, Tidal, AirPlay 2, USB, Bluetooth – wszystko. A do tego: pilot. W zestawie. Coś, czego brakuje nawet droższym graczom.
Brzmieniowo? Jest dobrze. Serio. Nie ma tu może sceny jak z koncertu na żywo ani kontroli basu, która ścina z nóg. Ale dźwięk jest czysty, dynamiczny, bez przerysowań. Grałem na nim z Focalami i Kefami – spokojnie dawał radę. A w małym pokoju (do 20 m2) będzie wręcz idealny.
Oczywiście – jak to Denon – brakuje trochę finezji w wysokich tonach, a scena nie zapiera tchu. Ale za te pieniądze? Czapki z głów.
Plusy: funkcje sieciowe, pilot, świetna cena. Minusy: ograniczenia dynamiki i przestrzeni w porównaniu do wyższej półki.
Marantz MODEL 40n – złoty środek?
MODEL 40n to wzmacniacz, który… od razu polubiłem. Jest coś w jego dźwięku – ciepłego, przestrzennego, lekko romantycznego – co przyciąga i nie puszcza. Marantz zawsze miał swój charakter, ale tu dopracowano go do perfekcji.
Obudowa robi świetne wrażenie – masywna, z pięknym frontem. HEOS działa płynnie, streaming nie sprawia problemów. Są wszystkie podstawowe wejścia, w tym HDMI ARC – bajka dla kogoś, kto łączy sprzęt z TV.
A dźwięk? Soczysty, pełny, ale nie zamulony. Jazz, wokale, klasyka – brzmią świetnie. Z bardziej agresywną muzyką bywa różnie – czasem brakowało mi tej arcamowskiej dynamiki. Ale do wieczornego odsłuchu z kieliszkiem czerwonego – idealnie.
Plusy: brzmienie, wykonanie, HDMI ARC, funkcjonalność. Minusy: nieco mniej zadziorności, wyższa cena (ok. 11 tys. zł).
Co wybrać?
To zależy. Jeśli masz 15 tys. zł i szukasz czegoś naprawdę kompletnego, z korekcją pomieszczenia – Arcam SA35 może być tym „ostatnim wzmacniaczem”, jakiego będziesz potrzebował. Ale jeśli zależy Ci na muzyce bardziej emocjonalnej, ciepłej – Marantz MODEL 40n będzie bardziej satysfakcjonujący.
A jeśli nie chcesz wydawać fortuny, ale chcesz mieć świetną funkcjonalność i dobre brzmienie – Denon PMA-900HNE zaskoczy Cię więcej niż raz.
Podsumowanie (trochę nietypowe)
Czasem nie chodzi o to, który sprzęt jest „najlepszy”, ale który sprawia, że chcesz włączyć jeszcze jeden utwór, choć miałeś już iść spać.
Więc powiem tak: który z tych wzmacniaczy został u mnie najdłużej? Marantz. Który najczęściej polecam znajomym z ograniczonym budżetem? Denon. A który zrobił na mnie największe wrażenie technicznie? Arcam.
A Ty – jaki dźwięk najbardziej Cię porusza?